O czym Hajzu? 2009-02-15 01:30:29
Na początek - z kąd wziął się Hajzu? Prawdopodobnie byłoby to imie mojego cholika. Ale go nie mam. Mógłby to być superbochater. Ale żadnego takiego nie znam. Mogłoby to być przypadkowo wstukane w klawiaturę słowo. Czym, lub kim jest Hajzu, tego nikt nie wie. Nawet Ja. W sumie, nie wiem tego TYM BARDZIEJ.
Jedno jest pewne. Będę tu zamieszczać szkice opowiadań, lub też całe opowiadania. Blog ten będzie pełnił rolę szuflady, do której ludzie piszą tak długo i namiętnie.
Kończę przynudzanie. Oto pierwsze opowiadanko. Nieskończone.
Jasna cholera
- Słońce chwyta za krawędź horyzontu. Wspina się na domy jednorodzinne, wdrapuje się na bloki, wskakuje na Novotel, po czym łapie dłońmi iglicę Pałacu Kultury i staje na rękach. Był to piękny, letni dzień. Panna Anna, Wraz Z Panem Janem poszli do supermarketu. Weszli do cukierni i tam kupili dwa mufinki z czekoladą oraz ciasto truskawkowe. Potem, gdy już grzecznie zapłacili za swoje zakupy i wyszli z cukierni Pan Jan spytał Pannę Annę „Moja droga Panno Anno, Czy życzy sobie panna bym poszedł do apteki...
- Magda! – Wrzasnęła Pani Kucharska, starsza przedszkolanka do młodej studentki która siedziała otoczona małymi dziewczynkami i opowiadała im bajkę, wymyślaną na poczekaniu.
Była oburzona. Już nie pierwszy raz Magda Korczak gra jej na nerwach.
- „... do apteki po pigułki od bólu głowy.” – dokończyła Magda uśmiechając się uroczo do Swej starszej koleżanki z pracy. Tamta jedynie rzuciła jej gniewne spojrzenie i wróciła do naprawiania samochodzika Adama.
- „Ależ Panie Janie, wszak na ból głowy najlepszy jest sen! Po co ciągle truć się medykamentami!” – Ciągnęła Magda – Odpowiedziała Panna Anna i uśmiechnęła się uroczo do Pana Jana.... Tak Aniu? – Spytała patrząc na wibrującą w powietrzu rączkę małej, rudowłosej dziewczynki bez jednej jedynki.
- A proszę pani! A co to są Medykamentami? – Spytała pośpiesznie Ania.
- To są inaczej leki, moja droga. Tabletki, syropy i tym podobne. Tak jak te śmieszne pigułki które daje Ci Twoja mama Codziennie rano.
- Witaminki! – Wykrzyknęła wesoło Ania.
- Właśnie. Więc Panna Anna i Pan Jan skierowali się teraz do sklepu z artykułami spożywczymi. Kupili dwa ogórki, trzy pomidory, torebkę bobu, musztardę, Duże mleko i paczkę chipsów.
- Ale chipsy są niezdrowe Prze Magdy! – Krzyknął Kuba dumny, że udało mu się wychwycić to naruszenie zasad poprawnej edukacji.
- Racja. A kupili je by potem móc je spalić na bardzo bezpiecznym stosie.
- Magda, do jasnej cholery! – Nie wytrzymała Kucharska. – Naskarżę na Ciebie dyrektorce w końcu!
- Ależ Elu, przecież to oczywiste, że robili to w obecności strażaków! – Odpowiedziała całkiem poważnie Magda.
Słońce skończyło popołudniową gimnastykę. Zeskoczyło z Pałacu Kultury i spadło na dach Złotych Tarasów. Zjechało po blokach na domy jednorodzinne i schowało się za horyzontem. Niebo odsłoniło kurtynę swej przestrzeni i zaczęło swój spektakl. W głównej roli tym razem obsadzono tylko pół księżyca.
-Czy ty zawsze musisz, do jasnej cholery, odstawiać takie akcje jak masz „gorsze dni”?! – Spytała Monika wypijając łyk drinka.
Był późny wieczór. Obie siedziały przy barze, rozmawiając. Magda przechyliła szklankę z piwem, głośno przełykając płyn.
- A żebyś widziała minę tej starej jędzy. Dzieciom się podobało.
- A ty byś dała swoim dzieciom słuchać takich historii. Strach pomyśleć co by było jakby Kucharskiej tam nie było!
Magda uśmiechnęła się na samą myśl o takiej możliwości.
- Byłoby ciekawie.
- Jasna Cholera!
- Nazywam się Magda.
Monika spojrzała gniewnie na swoją wstawioną przyjaciółkę. Wiedziała że niedawno zerwała swe zaręczyny. Zresztą, nie dziwiła się jej. Gdyby ją facet rzucił dla Jakiegoś geja, też by nie proponowała trójkącika. Jednak mimo wszystko martwiła się o swoją współlokatorkę. Dopiero co udało jej się dostać na następny rok studiów, a już zaczyna sobie wszystko olewać. Dałaby jej żyć spokojnie gdyby chociaż pracę traktowała poważnie. A póki co, drwi sobie ze wszystkiego i ze wszystkich.
Milczały przez następne 30 minut. To zadziwiające, ile kobieta jest w stanie wypić w tym czasie. Jedynie to, jak szybko ma dosyć, przywraca sprawom normalny bieg.
Sen był krótki. Po raz kolejny Magda poczuła się nie usatysfakcjonowaną Kobietą. Jedynie pocieszenie to, to że sen nie był mężczyzną. Poczołgała się do telefonu, poczym pobłogosławiła go z czułością. Sobota. Przykryła się szczelnie kołdrą i napawała się tym wspaniałym stanem tuż po obudzeniu się. Wtedy gdy człowiekowi właśnie najbardziej chce się spać.
- Wstawaj do jasnej cholery! – Wrzasnęła jej do ucha Monika.
- Nazywam się Magda... – Wybełkotała spod kołdry.
- W takim razie Magdo-do-jasnej-cholery-Korczak, Wstawaj! Masz randkę?
- Z kim? – zapytała jeszcze nie dobudzona Magda wychylając się ostrożnie spod pościeli.
- Najpierw : z prysznicem! – Odpowiedziała Monika z wielkim uśmiechem.
- Nienawidzę Cię... – powiedziała Magda mrużąc oczy ze złości.
- A ja nienawidzę jak śmierdzisz. – Odpowiedziała Monika pokazując jej język, po czym wybiegła z pokoju cudem unikając uderzenia kapciem.
skomentuj (0)


